10 lutego – św. Scholastyki

Św. Grzegorz Wielki – Dialogi.
Księga druga: Żywot św. Benedykta.

Rozdział 33. O cudzie Scholastyki, siostry Benedykta

1. Grzegorz: Któż w życiu tym, Piotrze, prze­wyż­szył Apostoła Pawła? Właśnie on jed­nak trzykrotnie pro­sił Pana, by uwolnił ciało jego od ościenia, lecz nie mógł uzyskać tego, czego pragnął. Trze­ba więc, żebym ci opo­wie­dział o takim wy­da­rze­niu w życiu Ojca Be­ne­dykta, gdy i on tego, czego chciał, nie zdołał uczynić.

2. Jego siostra, Scholastyka, wszechmogą­cemu Panu po­święcona już od najwcześniejsze­go dzieciństwa, zwy­kła raz na rok brata od­wiedzać. Mąż Boży scho­dził do niej i przyjmo­wał ją niezbyt daleko od bramy klasz­toru, już na klasztornej ziemi. Pewnego razu przy­była, jak zawsze, a czcigodny jej brat zszedł do niej razem ze swoimi uczniami. Cały dzień spędzili chwa­ląc Boga i rozmawiając o Jego sprawach, a kie­dy zmierzch zapadł, spożyli razem posi­łek. Siedzieli jesz­cze przy stole i robiło się coraz później, oni zaś cią­gle nie mogli skoń­czyć rozmowy o sprawach Bo­żych. Wówczas mniszka ta, siostra Benedykta, po­wie­działa do niego: „Proszę cię, nie porzucaj mnie tej nocy! Rozmawiajmy aż do rana o radościach ży­cia wiecznego”. „Cóż ty takiego mówisz, siostro?” – od­parł Benedykt. – „Nie mogę spędzić nocy po­za klasztorem”.

3. A niebo było tak pogodne, że nigdzie nie było widać najmniejszej nawet chmurki. Kiedy jed­nak Scholastyka usłyszała odmowę brata, splótłszy palce złożyła rę­ce na stole i skłoniła na nie głowę modląc się do Pa­na wszechmogą­cego. Skoro głowę uniosła, zerwała się tak wielka burza z piorunami i błyskawicami, lu­nęła taka ulewa, że ani czcigodny Benedykt, ani to­wa­rzyszący mu bracia nie mogli jednym krokiem wyjść na dwór. Mniszka bowiem skłaniając głowę na rę­ce wylała potoki łez, które przemieniły pogodę w deszcz ulewny. Ulewa przyszła natychmiast po mo­dlitwie i tak jedno z drugim się łączyło, że pod­no­siła głowę już wśród huku piorunów, zupełnie jakby to jej ruch właśnie ów deszcz wywołał.

4. Wówczas mąż Boży widząc, że wśród tych błyskawic i gro­mów, w powodzi deszczu, nie zdoła powrócić do klasz­toru, zmartwiony, zaczął się skarżyć: „Niech ci wy­baczy Bóg wszechmogący, siostro. Co ty zro­bi­łaś?” Ona zaś odrzekła: „Prosiłam cię, a nie chciałeś mnie wysłuchać. Poprosiłam Pana mego i wy­słuchał mnie. Teraz więc wyjdź, jeśli zdołasz, zostaw mnie i wra­caj do klasztoru”. On jednak nie mógł wyjść na dwór i choć zostać się nie godził, pozostał przecież wbrew samemu sobie. Tak doszło do tego, że całą noc czuwali wspól­nie i rozmawiali o sprawach Bo­żych znajdując pokrzepienie we wzajemnej wymianie świę­tych myśli.

5. O tym to wydarzeniu myślałem mówiąc, że i Be­ne­dykt nie zawsze wszystko, co chciał, mógł uczy­nić. Biorąc bowiem pod uwagę jego nastawienie, mu­si­my niewątpliwie stwierdzić, iż pragnął, aby utrzy­ma­ła się jak najdłużej owa piękna pogoda, jaka to­wa­rzy­szyła mu w drodze z klasztoru. Woli jego prze­ciw­stawił się jednak cud zdziałany przez serce ko­bie­ty, której Bóg użyczył swojej wszechmocy. Nic dziw­nego, że długo tęskniąc do brata była ona owej go­dziny silniejsza od niego, bo według słów Jana Bóg jest miłością. I jest w tym głęboka spra­wiedliwość, że więcej osiągnęła ta, która więcej ko­chała.

Rozdział 34.  Jak Benedykt ujrzał duszę swojej siostry opuszczającą ciało

1. Grzegorz: Nazajutrz święta kobieta po­wróciła do sie­bie, mąż zaś Boży poszedł  do klasztoru. A oto trzy dni później, gdy znajdo­wał się w swej celi, pod­niósł oczy ku niebu i zobaczył, jak dusza jego siostry opuś­ciwszy ciało w postaci gołębicy ulatuje w głę­bi­ny niebieskie. Radując się wraz z nią tak wielką jej chwa­łą złożył dzięki Bogu śpiewając hymny i psalmy po­chwalne, po czym oznajmił bra­ciom o jej śmierci.

2. Po­słał ich też zaraz po ciało Scholastyki, by przy­nieś­li je do klasztoru i pochowali w grobowcu, który dla siebie samego przygoto­wał. Podobnie więc jak du­chem byli zawsze jednym w Bogu, tak i grób ciał ich nie rozłą­czył.

ハイブランドスマホケースiphone モンクレール コピー 激安 ディオール コピー 激安 ロエベ コピー 激安 セリーヌ バッグ コピー